Home » Boks » Ciekawostki » Kiedy duży nie może się pogodzić, że oberwał od małego
Kiedy duży nie może się pogodzić, że oberwał od małego
Ostatnia aktualizacja: Luty 29, 2012
Wokół Tomasza Adamka i Chrisa Arreoli, czyli kiedy duży nie może się pogodzić, że oberwał od małego.
Cristobal Arreola – znany amerykański bokser, do niedawna charakterystyczny głównie z wyglądu nie-boksera, babskiego szlochu po przegranej mistrzowskiej walce z Witalijem Kliczką, zawiedzionych nadziei i najlepszej bokserskiej charakteryzacji 2010 roku – na „Szreka”, dużo ostatnio mówi. Cristobal to duży facet, posiadający dużą ambicje i duży apetyt, które to dwie siły walczą w nim jak podpowiadający do ucha diabełek z aniołkiem w bajkach dla dzieci rodem z Disneyowskiej krainy.
Na pytanie serwisu fighthype.com, dlaczego tak często walczy, (gdzie jednak zbyt uprzejmi dziennikarze nie zwracają uwagi, iż jakość tych rywali aż za bardzo odbiega od ich ilości) – odpowiada, że jest to dobre, bo to dobry „work-out”, pozwala zachować przyzwoitą formę fizyczną. Forma, z ang. „shape”, to słowo, które teraz chyba najczęściej przewija się podczas wywiadów w ustach meksykańskiego koszmaru, praktycznie w każdej odpowiedzi uznaje on za stosowne wyrazić się jakby z troską, o tym jak to kluczowe jest dla sportowca zachowywanie odpowiedniej formy fizycznej.
Kto by pomyślał, niesłychana zmiana; kibice, telewizje i sponsorzy mają wreszcie to, czego chcieli, Chris jest konsekwentny, zdeterminowany i sumienny, a przede wszystkim chudszy i nie wchodzi już do ringu z tłuszczową podskórną oponą na brzuchu. Chociaż będąc szczerym należy dopowiedzieć, że do tytułu Mister Universe też jeszcze sporo mu brakuje. Tak czy inaczej, kiedy w końcu u żarłoka z apetytem wygrywa ambicja, ze smutkiem zaczyna patrzeć on na wcześniejsze wypadki ze swoim udziałem i rodzą się wyrzuty sumienia oraz usprawiedliwienia: „Mój ostatni pojedynek w dużej telewizji to była walka z Tomaszem Adamkiem i ją ku*** przegrałem, a nigdy nie powinienem był z nim przegrać! Nienawidzę przegrywać i nienawidzę mówić o tej walce, bo nigdy nie powinienem z nim przegrać. Płakałem i błagałem o rewanż od bardzo dawna(?), Nie cierpię tej przegranej, nienawidzę, nie znoszę jej z pasją. To moja wina, i dlatego też nie mogę tego przeboleć, bo to moja wina i jestem tego świadomy. Adamek był przygotowany by odpowiednio ze mną walczyć, a ja wyszedłem nieprzygotowany.” – żali się w rozmowie z dziennikarzami Chris.
Chwalebny jest brak zrzucania winy za swój występ na innych, ale bardziej przekonywujące byłoby gdyby Chris zebrał się i pobił w końcu kogoś, kto uczestniczył kiedykolwiek w boksie na wysokim poziomie nie tylko na sparringu, kogoś, kto nie jest w wieku emerytalnym i czyja rola od początku nie polega na efektownej przegranej, „bo przecież oddawałem”. Innymi słowy w walce, która byłaby namacalnym dowodem faktycznego, poza „estetycznego” postępu Arreoli.
Od czasu porażki z Tomaszem Adamkiem Nightmare zanotował już 6 występów, 18 lutego zanotuje kolejny, co da nam 7 walk w ciągu 22 miesięcy, a więc jeden pojedynek na ok. 3 miesiące.
To sporo, jeżeli chodzi o bokserów, którzy już w swojej karierze mieli okazję walczyć o mistrzostwo świata prestiżowej federacji. Jednak znacząco chudszy Chris wystąpił po raz pierwszy dopiero przeciwko Nagy Aguilerze, trzeciej swojej walce po Adamku, ważył wtedy ni mniej ni więcej niż 234 funty,(z Adamkiem 250,5), najmniej od 2007 roku. Warto zatem w kontekście „przemiany” spojrzeć na poczynania Chrisa od tego konkretnego pojedynku i zobaczyć czy faktycznie przegrana z Adamkiem nie powinna się zdażyć, w domyśle gdyby Chris był w odpowiedniej formie, odpowiednio przygotowany, nie przegrałby.
Próba na podstawie której z konieczności ocenia się tu progres Arreoli, z racji niskiej jakości rywali jest jednak niestety mało wymierna, bo tylko trudni rywale pozwalają pokazać cały wachlarz zalet i wad danego boksera. W każdym razie nawet w tak niedoskonałych okolicznościach obserwacyjnych, pewne spostrzeżenia można poczynić.
Przeglądając więc te pojedynki, pierwsze co razi człowieka w oczy to widoczny brak postępu jeżeli chodzi o słabą u Chrisa obronę. Refleks nadal jest nie najwyższych lotów, balans głową wciaż znikomy, garda od zawsze pasywna, wszystko to prowadzi do tego, że najwięcej w defensywie zasług ma twardość jego szczęki. Tutaj więcej treningów i zrzucenie kilku kg nic nie przyniosło, ale wątpie, żeby ktokolwiek akurat w tym względzie na jakiś szczególny postęp liczył. Chris jak obrywał tak obrywa: regularne, głupie i brzydkie ciosy od rywali, od których takich ciosów przyjmować nie wypada. Sprawa druga: szybkość. Chris jest energiczny, widać, że drzemie w nim wulkan. Jednak pomimo tego szybkość wyprowadzania ciosów, jeżeli już się po schudnięciu poprawiła to na prawdę niewiele. Ciosy Chrisa wyglądają na dosyć szybkie wtedy, kiedy przeciwnik stoi nieruchomo naprzeciwko niego. To jest jednak przywilej walki z przeciwnikami z niskiej półki, bo już kiedy jest ruch, uniki i balans to ciosy Chrisa wyglądają ślamazarnie, jak pchane, dodatkowo często uderza nasadami. Co więcej Chris ma spory problem z przycelowaniem w ruchomy cel, np. Aguilera kiedy głupio nie zapuszczał korzeni przy linach, a poruszał się naśladując Adamka był stosunkowo bezpieczny. Poruszanie się na nogach? Dalej człapie, ciężko określić czy w szybszym tempie. Kondycja? Brak wystarczających danych, z Aguilerę w drugiej rundzie się w pewnym momencie wystrzelał co kosztowało go przyjęcie długiej serii. Chris od zawsze wyprowadzał dużo ciosów, jednak jak już wcześniej wspominałem dzieje się tak głównie dlatego, że walczy z oponentami dającymi mu szansę tyle ciosów wyprowadzać. O ironio najwięcej ciosów w karierze wystrzelił w pojedynku, w którym zanotował jedną z najwyższych swoich wag w karierze (256 funtów), – 988 ciosów, trzeci najwyższy wynik w historii(!) liczenia wyprowadzanych ciosów, jeżeli chodzi o kategorię ciężką. To, na co można zwrócić uwagę to może większa częstotliwość używania przez Chrisa, podstawowego dla bokserów, lewego prostego. Jeżeli chodzi o akcje kombinacyjne to wciąż jest to samo, głównie akcja lewy z mocnym prawym, „krzywy” lewy sierpowy oraz firmowe podbródkowe, często poprzedzające finałowy i najmocniejszy u Chrisa – prawy krzyżowy.
Podsumowując, ogólny obraz wynikający z ostatnich pojedynków odchudzonego Chrisa jest taki, że poza pewnymi subtelnościami nie widać większej różnicy pomiędzy tym okresem, a czasem „zapasienia”. Stosunkowo szybkie i efektowne zwycięstwa; jak z Aguilera, Butlerem czy Abellem przemienia z bardzo słabymi występami jak chociażby z Fridayem Ahanunyą czy Kendrickiem Relefordem., Podkreślam jednak jeszcze raz, że obraz ten zbudowany jest na słabej próbie, konfrontacji ze słabymi przeciwnikami, pod których nie przygotowuje się specjalnie taktycznie, nie ma pełnych obozów, pełnej motywacji i dlatego jego trafność jest obarczona pewnym ryzykiem.
Piszę jednak o tym, bo ostatnio pojawiły się informacje, że rozdająca karty w bokserskim biznesie telewizja HBO życzy sobie rewanżu pomiędzy Arreolą i Adamkiem. Pojawiają się głosy, że tym razem nowy, odchudzony Arreola zje małego Adamka jak swojego czasu wcinał duże Burritos. Mogę powiedzieć tyle – estetyka jest złudna. A to właśnie na estetyce odchudzonego brzucha głównie budowane są takie opinie, zamiast na analizie treści pojedynków Amerykanina. Oczywiście nie wiadomo ile Adamka w Adamku po mocnym laniu z rąk Witalija Kliczki, miejmy nadzieję, że szykowana na wiosnę powrotna walka pozwoli nam odpowiedzieć na to pytanie. Tak czy owak, gdyby ten nowy chudszy Chris miał zawalczyć z tamtym Adamkiem, z którym zmierzył się w kwietniu 2010r., to widząc, to co widzę, tak jak wtedy bez wątpienia postawiłbym na Górala.
Autor: Adam Rusiłowicz, Boxing.pl
Więcej o tych i innych tematach dotyczących boksu, na najstarszym polskim portalu pięściarskim – Boxing.pl


Skomentuj Program